www.bemowa.pl

:: Wywiad z byłym burmistrzem Bemowa Włodzimierzem Całką
Wiadomość dodana przez: Dominika Zarzeczna (2007-04-23 13:45:42)

Specjalnie dla IRB Włodzimierz Całka opowiada o kulisach wyborów samorządowych oraz o swoich planach politycznych i zawodowych. Nie stroni także od krytyki działań obecnych władz dzielnicy.


Dominika Zarzeczna: Panie burmistrzu, czym pan się zajmuje teraz, będąc poza bemowskim samorządem?

Włodzimierz Całka: Teraz przede wszystkim zajmuję się moją rodziną, której poświęcałem mniej czasu podczas mojej działalności samorządowej. W maju moja córka przystąpi do Pierwszej Komunii, więc sprawy rodzinne są najważniejsze.

D.Z.: A co z polityką? Czy wycofuje się pan z działalności politycznej, czy też może planuje pan start w wyborach za cztery lata?

W.C.: Nie uważam się za polityka, ale za samorządowca. Samorząd to mój żywioł, bo znam się na nim, poznałem wszystkie jego szczeble. Wrócę do samorządu, niewykluczone, że jeszcze w tej kadencji. Sprawa mojego odwołania z funkcji radnego zostanie skierowana do Sądu Administracyjnego, ponieważ było to ze strony PO i LiD działanie typowo polityczne, powiedziałbym nawet, politykierskie. Nie było podstaw do pozbawiania mnie i Andrzeja Jędrasiaka mandatów. Działania obecnego Zarządu były niesłuszne, ponieważ gdybym nie podpisał stosownych dokumentów w listopadzie, nie byłoby dowozu osób niepełnosprawnych, ani Sylwestra pod ratuszem. Gdybym jeszcze raz znalazł się w takiej sytuacji, postąpiłbym tak samo. Mam nadzieję, że sąd, który kieruje się obowiązującym prawem, przywróci nam mandaty.

D.Z.: Co w takim wypadku stałoby się z radnymi z listy Naszego Miasta, którzy objęli już swoje funkcje?

W.C.: Zostaliby, ponieważ liczba mieszkańców Bemowa przekroczyła na dzień dzisiejszy 100 tys. i jeżeli ustawa się nie zmieni, w następnej kadencji będzie już 25 radnych zamiast 23. W Wawrze miała miejsce sytuacja, kiedy pewien radny odzyskał mandat w momencie, kiedy liczba mieszkańców tej dzielnicy przekroczyła 25 tys. Mógł on objąć mandat, a osoba, która wstąpiła w jego miejsce, została, ponieważ jeden mandat został dołożony. Wierzę, że podobna sytuacja wydarzy się na Bemowie. Z resztą, poza przyczynami wymienionymi w ustawie, nie można cofnąć mandatu radnemu, który już objął swoje stanowiska.

D.Z.: Czy zamierza pan w dalszym ciągu współpracować Porozumieniem Samorządowym Nasze Miasto?

W.C.: Tak. Do żadnej partii się nie zapiszę. W całym życiu tylko przez rok byłem członkiem SLD, kiedy ta partia powstała. Po roku podziękowałem (a właściwie podziękowaliśmy sobie nawzajem). Mam licznych znajomych w wielu partiach, ale obserwuję, jak te ugrupowania się zachowują: władza za wszelką cenę, ludzie się nie liczą. To mi nie odpowiada. Nasze Miasto jest to porozumienie; tu nie liczy się przynależność partyjna, nie ma żadnych deklaracji ani składek członkowskich. Wybory samorządowe był to mecz PO : PiS, a ludzie poszli na nie jako uczestnicy tego meczu. W tej sytuacji zdobycie przez Nasze Miasto trzech mandatów w Radzie poczytuję jako sukces. Jestem też przekonany, że gdyby wybory burmistrzów były bezpośrednie, to bym te wybory wygrał. Mówię tak nie dlatego, że chcę się chwalić, ale po prostu widać, co przez ostatnie 4 lata zostało zrobione i jak wygląda Bemowo. Teraz się to wszystko niszczy – tylko partia się liczy.

D.Z.: Dlaczego nie wysunął pan swojej kandydatury na stanowisko burmistrza na początku obecnej kadencji, kiedy miał pan taką możliwość?

W.C.: Przyczyna jest prosta: to były układanki polityczne. Przedstawiciele pani Hanny Gronkiewicz-Waltz przyszli do nas, do Naszego Miasta z prośbą o poparcie jej kandydatury w drugiej turze wyborów. Uczyniliśmy to. W zamian za to mieliśmy tam, gdzie jest to możliwe, wspólnie tworzyć władzę samorządową. Niestety panowie Dąbrowski i Tyszkiewicz poszli inną ścieżką, zawierając porozumienie z Lewicą i Demokratami. W ten sposób pani Gronkiewicz-Waltz nie wywiązała się z ustaleń. W efekcie tego mamy do czynienia z pierwszą w historii bemowskiego samorządu sytuacją, w której w Prezydium Rady nie ma przedstawicieli wszystkich klubów. Jak w tej sytuacji miałbym wystawiać swoją kandydaturę? Wiadomo było, że przedstawiciele PiS będą siedzieli z boku, natomiast jeżeli ktoś z „lewej strony” byłby przeciwny kandydaturze pana Dąbrowskiego, naraziłby się tym samym na bardzo duże nieprzyjemności, a ja nie pozwoliłabym sobie, aby ci ludzie, których lubię i szanuję, byli do czegokolwiek zmuszani – i tak bowiem nie mają łatwego życia w tej pseudokoalicji.

D.Z.: Prasa podała informację o tym, że nowe władze dzielnicy zaproponowały panu pracę w Wydziale Obsługi Mieszkańca. Czy rzeczywiście taka propozycja padła?

W.C.: Nie. To jest bezmózgowie pana Dąbrowskiego. Wystarczyło mieć trochę wiedzy o tym, że my, członkowie Zarządu, jesteśmy pracownikami Prezydenta miasta st. Warszawy. W związku z tym tylko Prezydent nas zatrudnia na tym samym lub równorzędnym stanowisku. To było wyłącznie działanie „pod publiczkę”. Nikt z obecnego Zarządu nawet nie miał prawa występować do mnie z taką propozycją. Nie wiem, dlaczego pan Dąbrowski, zakompleksiony politykier, rozpoczął ze mną walkę. Teraz wygrał bitwę, ale wojny jeszcze nie wygrał. Jeżeli taki ktoś uważa, że władza za wszelką cenę mu się należy, przegra wojnę przez swoje zakłamanie i przez to, że nie szanuje ludzi, ponieważ to ludzie, mieszkańcy są władzą. Pan Dąbrowski nie ma wiedzy – ma tylko wybujałe ambicje.

D.Z.: Co według pana powinno być priorytetem nowego Zarządu na najbliższe miesiące?

W.C.: Przede wszystkim powinny to być przetargi na renowację dwóch boisk szkolnych z zapleczem sanitarnym przy ulicach Czumy i Szobera. Te boiska we wrześniu tego roku powinny być oddane, a jeszcze nie zostały rozpisane przetargi na wykonanie prac. Pilna jest także budowa parkingów ogólnodostępneych dla SP 341 i OSiRu przy ul. Oławskiej. Te inwestycje figurują zarówno w wieloletnim Planie Inwestycyjnym, jak i w budżecie na bieżący rok. W budżecie Bemowa są duże środki na inwestycje, zatem przetargi powinny być jak najszybciej rozpisane. Tymczasem obecni samorządowcy zajmują się polityką zamiast bieżącymi sprawami naszej dzielnicy.

D.Z.: Jakie są pana plany zawodowe na najbliższe miesiące?

W.C.: Kilka firm zaproponowało mi pracę w dziedzinie zarządzania. Na razie nie chcę podawać szczegółów, aby nie zapeszyć. Mam nadzieję na podjęcie ciekawej pracy, która przynosiłaby korzyść i zadowolenie zarówno mnie, pracownikowi, jak i pracodawcy. 



adres tej wiadomości: www.bemowa.pl/news.php?id=568