www.bemowa.pl

:: Syrenie gawędy.
Artykuł dodany przez: Maciej IRB (2007-07-19 14:34:37)

Dwie Syrenki usiadły przy kawie,
ta znad Wisły i ta z Rynku, mała...

gawędziły, bez wytchnienia prawie,

a gdzieś w tle Orkiestra z Chmielnej grała...
Gawędziły, tak po kobiecemu
o błahostkach i o większych sprawach:

że syreniej skórze trzeba kremu
i że jakaś inna jest Warszawa...
Że się latem z rzadka widzi panie
w  sukieneczkach jak wiosenne kwiecie,
których urok przepadł w oceanie
dżinsu, sztruksu i w innej tandecie...
Że zginęły już, bez szans powrotu
przyjemności letnich teatrzyków,
lub dansingów, gdzie grano fokstroty,
tanga, shimmy... Było ich bez liku...
Że się zgubił dom braci Jabłkowskich
i oficyna Gebethner i Wolff,
że pada stadion przy Łazienkowskiej,
a na ich miejsce Mc Donald's i golf...
Że wąsaty stróż też zniknął z bramy,
pewnie, przecież takich bram już nie ma,
dziś ochronę, domofony mamy
i ten stróż też dziś ma inny schemat...
Że jednakże ciągle JEST Warszawa,
chociaż jest inna, choć zmieniła się,
może taka jest jakby bladawa,
może wszakże, to my widzimy źle...
- Wiesz, Syrenko! - powiedziała pierwsza,
topiąc w kawie dwie drobniutkie łzy,
że Warszawa, to jest warta wiersza,
tak jak Paryż zawsze wart jest mszy...
- Wiesz, Syrenko! - druga powiedziała,
mocząc usta w melodyjnej kawie,
że cokolwiek by się tu nie działo,
nasze życie, to służba Warszawie...
No i wstały, torebki zabrały,
zapłaciły za kawę przy barze
i na Rynek wróciła ta mała,
a ta większa na wiślaną plażę...



adres tego artykułu: www.bemowa.pl/articles.php?id=161