Strona główna - najnowsze | Archiwalne | Dodaj wiadomość | Działy
wyszukiwarka:

Plan Bemowa i okolic

Rozkłady jazdy.
Tramwaje i Autobusy
ANKIETA IRB.
Gdy Trzaskowski wygrał z Jakim.
poczułam/em ulgę.
popłakałam/em się z rozpaczy jak bóbr.
pokochałam/em to miasto.
nie pękłam/em, robię swoje.
już nic więcej nie musi.
tęczą wesprze sekshibicjonizm.
błyśnie inwestycyjnym rozmachem.
korupcja w ratuszu zmaleje.
cofnie decyzje komisji Jakiego.
wejdzie w buty Gronkiewicz-Waltz.

[wyniki | ankiety]
Spis działów.
Aktualia
Bemowo
Warszawa
Polska
Europa
Świat
Kontakt z IRB
Warto przeczytać
Rugi warszawskie
Atak na emerytury
Wrak Rzeczpospolitej
Lech Kaczyński
Wywiad z byłym burmistrzem Bemowa Wł. Całką
Warszawa zdobna Wisłą.
KONKURS IRB 2009
ieb
Konkurs IRB 2008
Regulamin
II tura - finał
Cywilizacja..."
Cztery"
Gębon III ..."
Lubeka"
Sekunda"
Wielki Piątek"
Wirtualne dusze"
Artykuły > Teksty archiwalne > Historia Europą pisana
[01-05-2004] Historia Europą pisana

Godzina zero. Flaga na maszcie, błysk kolorowych fajerwerków, głośno i z patosem odśpiewany unijny hymn.
Nadeszła wiekopomna chwila. Jesteśmy w Unii. Stało się.
No tak, tylko co się stało? Traktat podpisany nie od dziś, kampanie pro- i anty- zakończone, wyniki referendum znane, przepisy przetłumaczone i tylko polscy urzędnicy jak zwykle niedostosowani.

Co zatem się wydarzyło?
Wiem - trzeba było uczcić symbol, datę historyczną, zorganizować fetę dla kamer i polityków. W Unii de facto byliśmy już od dobrego roku, może nie całkiem, ale gdy kilka tygodni temu do "warunków Unijnych" doszlusował widowiskowo zagubiony jak dotąd polski cukier - stało się. Może więc datą historyczną powinien stać się moment pierwszej unijnej podwyżki? A może pierwszego kontaktu z zachodnimi towarami na polskich straganach, jako realnej, choć nieoficjalnej obecności "Europy" w "przywiślańskim kraju"? No tak, ale to było tak dawno...

Najpierw były gorące nadzieje, marzenia, sny o wolnej Europie - bez komunistów, szarzyzny PRL-u, strachu przed oficerami UB, bez polityki na uczelniach, w działach kadr, domach towarowych i radach osiedla. Imaginacje sklepów pełnych towaru, szynki bez kartek, wyrobów czekoladowych zamiast czekoladopodobnych, kolorowych siatek na zakupy zamiast "opakowań zastępczych" i firmy "E.Wedel - (dawniej 22 lipca)". Marzenia o wolnej prasie, niezależnej publicystyce, swobodzie dyskusji i wymiany myśli, nieśmiało powtarzane podczas prywatnych spotkać słówko "liberalizm". Pragnienia zdrowej normalności zamiast totalitarnego szaleństwa, wolności w miejsce ucisku.

Długo przyszło czekać na wyraźną zmianę. Protesty przeciwko łamaniu praw pracowniczych i wzrostowi cen kończyły się tragicznymi w skutkach interwencjami, a ZOMO jakoś nigdy nie przejmowało się ochroną praw protestujących.

Przełom roku 1980, obiecujący historyczne zmiany, przerwany brutalnie w grudniu 1981. Tragedia stanu wojennego - przejawiająca się nie tylko w samych internowaniach, lecz przede wszystkim w narastających tarciach wewnątrz samej opozycji. Pierwsze konflikty, dyskusje o możliwych ustępstwach, spory o pryncypia. Wyłom w murze oporu, którego efekty przyszło nam wkrótce oglądać.

Okrągły Stół 1989. Porozumienie uciskanych z uciskającymi. Gładkie komplementy i pierwsze przebaczenia, twarde warunki jednych i miękkość zachłystujących się smakiem wyczekiwanej wolności u drugich. Pierwszomajowe pochody opozycjonistów, bo "dziś już nie biją". Początek "drogi do normalności". Według jednych wielki, historyczny sukces, zdaniem innych - kolosalny błąd, nieuświadomiona (nieświadoma?) zdrada narodowa.

4.VI. Data - symbol. Wolne wybory, wybuch nadziei, marzenia, że "wreszcie się spełni", że "we własnym domu", nareszcie, po tylu latach, że już po komunie. Że będzie normalnie, "liberalnie", zdrowo, po polsku, dla ludzi. Marzenia o wolności, dobrobycie, Europie, które już przecież tuż, tuż, zaledwie na wyciągnięcie ręki, zaraz za rogiem...

"Polski kapitalizm". Raj dla cwaniaczków, kombinatorów, byłych cinkciarzy, geniuszy wykorzystywania ludzkiej naiwności. Bagsik, Grobelny, FOZZ, oferty "dla powracających", reklamy w telewizji i boom na anteny satelitarne.
A przecież - jednocześnie przeczucie, że coś nie jest tak jak być miało, nie takie nadzieje żywiliśmy przez najczarniejsze lata PRL. Zrobiło się bardziej kolorowo, to prawda. Pojawiły się dawniej zakazane filmy, książki, zespoły, programy telewizyjne, na sklepowych witrynach mieni się to, o czym niedawno jeszcze tylko marzyliśmy. Pojawiły się małe fortuny, ale przecież nie u wszystkich, a dziwnym trafem tylko u tych, którzy i w poprzednim ustroju dobrze wiedzieli, jak warto się ustawić. Na ulicy powiało Europą, w portfelach jednak - niekoniecznie...

A jednak wciąż czekamy na realizację naszych snów, mamy nadzieję. Słuchamy polityków, oglądamy wystawy, czekamy na przyjęcie do NATO. Zawiedziony rządami "solidaruchów" lud daje szansę "socjaldemokracji" pod wodzą starych sprawdzonych towarzyszy, mieniących się z nagła reformatorami. Wymiany ekip. Lewica, prawica, SdRP, AWS, SLD, wolty polityków i kosmetyczne korekty programów lub list wyborczych. Szał "prywatyzacji", nazywanej czasami przez "oszołomów" (słówko też rodem z tamtego okresu) cyniczną wyprzedażą majątku narodowego.
Upadek bastionu "Solidarności" - Stoczni Gdańskiej (przypieczętowany kilka dni po dokapitalizowaniu decyzją prezydenta A. Kwaśniewskiego jednej ze stoczni w Korei) przechodzi już prawie bez echa. Marazm i strach przed ubóstwem staje się znów codziennością.

Marzenia nie spełniły się.

W tle - odgrzewana co jakiś czas koncepcja dołączenia do Unii Europejskiej, postrzeganej jako raj dla najlepszych, Eldorado XX wieku, wyspy szczęśliwe, na których nie ma kłopotów finansowych, obaw o jutro, korupcji i złodziejskich podatków. Kres długiej drogi, prawdziwy cel marzeń solidarnościowej opozycji i socjaldemokratycznych reformatorów.

Miało być rzeczywiście pięknie.
Miała być praca we wszystkich krajach piętnastki, solidne dopłaty dla rolników, dotacje, fundusze pomocowe i możliwość współdecydowania o losach Zjednoczonej Europy. Miały być swobodne podróże po całym kontynencie, możliwość tanich studiów za granicą, otwarcie rynków, cudownie korzystne kontrakty i praca, praca, praca...

Miało być wspaniale. Hasła propagandowe kapały wręcz od unijnego lukru, hurraoptymizm rządu i sporej części opozycji udzielił się wytęsknionym wspaniałych perspektyw masom. Musimy o czymś marzyć. Czterdzieści pięć lat komunizmu nauczyło nas perfekcyjnie jak śnić o przyszłości, żyć imaginacjami, planować na święty nigdy, dbać choćby o dobro wnuków, jeśli już nie swoje.
Agitacja akcesyjna musiała odnieść sukces, gdyż odwoływała się do odruchów niemalże bezwarunkowych, głęboko zakorzenionej w wychowankach totalnego ustroju potrzeby wiary w cud lepszego jutra.

Eurosceptycy wypadli nieprzekonywująco. Straszyli, zamiast argumentować, odwoływali się do emocji zamiast do faktów, których mieli pełne garście. Nie zawsze - ale zbyt często pozwalali się prowokować i ulegać emocjom. Nie przygotowali kolorowych kapsułek, w które mogliby opakować gorzką pigułkę smutnych faktów. A jednak - kogoś tam przekonali. Jedną trzecią społeczeństwa w jakiś sposób uczulili na niekorzystność warunków akcesji.

Tymczasem machina akcesyjna nabierała rozpędu. Polska okazała się - jak opozycja przy okrągłym stole - zbyt słaba, naiwna, zachłystnięta oczekiwanym celem, ślepa - a może, jak chcieli zwolennicy spiskowej teorii dziejów, zbyt podatna na korupcję - aby wynegocjować naprawdę dobre warunki wstąpienia do UE. Ale już nie o warunki chodziło - traktat musiał być podpisany o 19.30, by trafić akurat na główne wydanie "Wiadomości", rząd może ustąpić dopiero drugiego maja - bo jeszcze pierwszego trzeba się trochę pouśmiechać do kamer...

I nagle - wolta.
W UE nie będzie różowo, nie spełnią się oczekiwania, nie doczekamy się cudu. Niepopularne poglądy eurosceptyków pojawiają się coraz częściej w ustach byłych hurraoptymistów. Cud? Nagłe przejrzenie na oczy? Strach?

Dziś znamy już mniej-więcej realne warunki, na jakich polski rząd wprowadził Polskę do UE. Wiemy już, że nie możemy spodziewać się krociowych zysków, kolosalnych dopłat, nie mamy co liczyć na pracę poza Irlandią i możemy spodziewać się wielu podwyżek. Będą też obniżki, rozumie się. Mniej zapłacimy za używane samochody, laptopy, markowe alkohole, zagraniczne zegarki, włoski makaron. Więcej: za cukier, mięso, drób, mąkę, ryż, książki i czasopisma, materiały budowlane, mieszkania...

Jak ostatecznie będzie - zobaczymy.
Ale - miało być inaczej.

Co dalej?
Jakie kolejne marzenie pojawi się przed nami w najbliższych latach? Musimy przecież o czymś marzyć, nie ma dla nas życia bez kolorowych snów o lepszym jutrze, o złotej nagrodzie czekającej na umęczonych długim maratonem rodaków.

Od sześćdziesięciu lat pokonujemy nasz nieustanny maraton do dobrobytu, wolności, szczęścia.
Świętujemy, gdy wydaje nam się, że już, już, wystarczy otworzyć oczy by sen stał się nareszcie rzeczywistością. Unia Europejska ma stać się kolejnym etapem, "zmianą" w naszym nieustannym wyścigu.

Oby nie okazało się, że Polska przez cały czas była pałeczką, którą przekazywali sobie z rąk do rąk kolejni - zupełnie inni - zawodnicy...

Artur Grzeszczyk
komentarz[0] |

© 2004-2017 IRB. made in Poland.
0.011 |