Strona główna - najnowsze | Archiwalne | Dodaj wiadomość | Działy
wyszukiwarka:

Plan Bemowa i okolic

Tramwaje i Autobusy
ANKIETA IRB.
W jakich obszarach zasoby ekologiczne Bemowa kurczą się
leśnych.
parkowych.
zieleńcach.
kampinoskiego napowietrzania.
wodach oligoceńskich, artezyjskich.
smog świetlny, łuna miejska.
smog akustyczny, hałaśliwość.
smog fekaliczny i zapachowy, odzwierzęcy.
porządku miejskiego - chodniki, trawniki, jezdnie.
roślinności indywidualnej - balkonowej, osiedlowej.

[wyniki | ankiety]
Spis działów.
Aktualia
Bemowo
Warszawa
Polska
Europa
Świat
Kontakt z IRB
Warto przeczytać
Rugi warszawskie
Atak na emerytury
Wrak Rzeczpospolitej
Lech Kaczyński
Wywiad z byłym burmistrzem Bemowa Wł. Całką
ieb
Konkurs IRB 2008
Regulamin
II tura - finał
Cywilizacja..."
Cztery"
Gębon III ..."
Lubeka"
Sekunda"
Wielki Piątek"
Wirtualne dusze"
Artykuły > Teksty archiwalne > PRAWDA WARTA... CZEGO?
[22.04.2004] PRAWDA WARTA... CZEGO?

Jest w filmie "Pasja" taka "niekanoniczna" scena, w której wystraszony ciężarem nagłej odpowiedzialności Piłat otrzymuje od swojej żony prostą radę, mającą pomóc namiestnikowi w podjęciu ostatecznej decyzji: "wysłuchaj tego człowieka, a będziesz wiedział, czy mówi prawdę". Niestety, Piłat skarży się, że nie posiada tej umiejętności słyszenia prawdy i boleje, że żona nie jest w stanie mu tego daru przekazać. Ona w naturalny sposób potrafi "usłyszeć prawdę w czyimś głosie" - on już nigdy, nawet po rozmowie z Chrystusem nie będzie do tego zdolny.

Zostawiając na boku rozważania moralne, religijne i "polityczno-poprawne" dotyczące wspomnianego obrazu warto skupić się na praktycznym elemencie zacytowanej sceny.

Czy my, obywatele "demokratycznego" państwa, stojąc u progu XXI wieku potrafimy "usłyszeć prawdę" i ją rozeznać? I - co ważniejsze - czy wiemy, co z taką wiedzą począć?

Według powszechnie panującej opinii żyjemy otoczeni kłamstwami. Wyczuwamy (czasem ewidentne, innym razem nieokreślone) kłamstwa w nudnych wypowiedziach polityków, w nachalnych reklamach, w przepełnionych tanią sensacją "reportażach", w napuszonych felietonach...

Szczycimy się "świadomością" bycia okłamywanymi i uważamy się za "bezpiecznych" - świadomych zagrożenia i przygotowanych na jego odparcie. Wierzymy, że nie ustajemy w dążeniu do prawdy i w jej poszukiwaniu na codzień. Czy aby sami się nie okłamujemy?

"Wyglądasz wspaniale! O, schudłaś! Wspaniała fryzura! Wiesz, bawię się świetnie! O, to doskonały pomysł! Nikomu nie powiem! Możesz na mnie liczyć! Masz rację!"

Słyszymy i powtarzamy banały, staramy się być kurtuazyjni, uprzejmi, grzeczni, nie chcemy nikogo urazić, nie chcemy zaryzykować sympatii, boimy się konsekwencji nie kurtuazyjnego zachowania.
Jesteśmy okłamywani. Kłamiemy.

Jesteśmy przyzwyczajeni do gładkich komplementów, uprzejmych komentarzy, niezobowiązujących potwierdzeń, wyrazów uprzejmego szacunku, pomijanych krytyk i nie wypowiadanych wątpliwości.

Staramy się być uprzejmi? Chcemy oszczędzić przykrości? Zachowujemy się dyplomatycznie? Nie chcemy wywoływać polemik? "Wiemy, jak jest"?

A może po prostu boimy się prawdy?

Boimy się narażenia na konflikt. Boimy się dyskusji. Boimy się posądzenia o arogancję, pieniactwo, chamstwo, fałszywą przyjaźń, zazdrość, defetyzm...

Wolimy kłamać i być okłamywani.

W pewnym momencie zaczynamy wierzyć w konieczność własnych i cudzych kłamstw, uznajemy je za naturalny element życia, dorobek cywilizacji, symbol przynależności do dojrzałego społeczeństwa. Przestajemy tolerować codzienną prawdę - niepopularne poglądy, nie-ugładzone komentarze, kontrowersyjne opinie.
Odejście od zakorzenionego w uprzejmym kłamstwie status quo zaczynamy uznawać za akt agresji, bezczelności, nieuprzejmości... Odbieramy personalnie wszelkie opinie różne od "własnych" - czyli tych, które "jak dotąd wszystkim odpowiadały".

Boimy się rewolucji - i prowokujemy ją.

Gdyby Chrystus został uważnie wysłuchany przez lud i Arcykapłanów - czy chrześcijaństwo i judaizm istniałyby dziś oddzielnie?
Gdyby mnich Marcin Luter miał okazję wyłożyć swoje wątpliwości papieżowi Leonowi X - czy istniałby protestantyzm?
Czy gdybyśmy ze sobą częściej i szczerzej rozmawiali - popełnialibyśmy nadal tyle błędów?

A jednak wolimy mówić i słuchać kłamstw.
Wolimy polityków obiecujących nam to co chcemy usłyszeć: "po sto milionów dla każdego", "milion nowych miejsc pracy", "mieszkania dla wszystkich młodych", "zniesienie podatków", "stałe zasiłki dla każdego bezrobotnego" czy choćby "ukaranie tych co już kradli".

Nie usłyszymy polityka tłumaczącego, że jego partia nic nikomu dać nie będzie mogła, bo nie ma z czego, a raczej zajmie się ratowaniem tego co jeszcze można ocalić przed całkowitą utratą. Gdyby się pojawił, uznamy go automatycznie za bezsilnego ideologa, może nawet oszusta. "Przecież inni mówią, że wiedzą skąd wziąć" - a my tak bardzo chcemy w to wierzyć... To nic, że za rok odsądzimy ich od czci i wiary wytykając jako kłamców - teraz niech nam obiecują - "jak wszyscy".

Czy zatem jest wyjście?
Co nam da nagła zmiana nastawienia?

Mamy nagle zacząć się krytykować, wytykać sobie wszystko, zachowywać się nieuprzejmie, drwić, wyśmiewać? Co to da, że zrujnujemy sobie układy towarzyskie, rodzinne, zawodowe? Mamy zamienić się w gburów i ponuraków?
To także przejaw naszego przyzwyczajenia.
Nauczyliśmy się rozgraniczenia: kłamliwe konwenanse - dobrze i grzecznie; własne, zwłaszcza krytyczne, zdanie - źle i gburowato.

A może by tak uczciwie podyskutować?

Oddzielić poglądy od człowieka, imprezę od organizatora, program/polityka od partii, dzieło od autora - i szczerze pogadać na temat, nie obrażając się, nie krępując, zakładając chęć wysłuchania drugiej strony.
Marzenie ściętej głowy - w krańcowych wypadkach dosłownie...

Czy podejmiemy ryzyko?
Zależy od wartości, jaką stanowi dla nas prawda. Oczywiście, stracić można naprawdę wiele. W społeczeństwie "poszukiwaczy prawdy będącej ugodowością, obietnicą i czystą formą" prawda przybrudzona, szarawa, nosząca ślady użytkowania może wzbudzić wstręt i oburzenie. Można na niej stracić.
A przecież - wystarczy nie wychylać się, powtarzać codzienne małe kłamstwa, udawać naiwnego i zza fałszywego uśmiechu wysłuchiwać fałszywych pochlebstw. Czasem przemycać elementy "swojego" widzenia świata oczekując - w ramach zrozumiałej wzajemności - równie fałszywej akceptacji u naszych "przyjaciół" i rozmówców. Co w zamian? Spokój, komfort, poczucie spełnienia, widoki na przyszłość.
W przeciwnym wypadku? Konieczność myślenia, rozterki, niechciane konflikty, często odrzucenie - i jakaś świadomość, że to w jakimś celu, że gdzieś tam na końcu drogi musi być ten dobry cel, ku któremu się dąży.

Ktoś kiedyś powiedział, że prawda jest warta życia.
Na pewno? Dziś? Tutaj?
Oj, chyba nie...

Józef Kuncewicz (adres e-mail do wiadomości redakcji)
komentarz[0] |

© 2004-2017 IRB. made in Poland.
0.016 |